Świadoma teatralizacja i młodzieńcza manifestacja problemów. Ascetycznie zrobione, a kipiące emocjami.
Świetny warsztat aktorski i świadomość każdego gestu na scenie... takie pochwały najczęściej padały po przedstawieniach wyreżyserowanych przez Grzegorza Stawiaka.

Prolog


W teatr wszedł poprzez Grotowskiego. Zachłysnął się teatrem będącym miejscem spotkania ludzi i ich interakcji. Przedtem znał teatr tylko z klasycznych realizacji na gościnnych występach. Bardzo przypadkowych: Dzierżoniów, gdzie się wychował i kończył szkołę średnią, nie byt miejscem kipiącym teatrem. Wrocławskie studium kulturalno-oświatowe (ze specjalnością ­teatr) i studia na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Warszawie utwierdziły go w słuszności decyzji opowiedzenia się za reżyserią.
- Kolego Stawiak, snujesz się po scenie jak smród po gaciach... dowcipy profesorki w studium wyleczyły go zupełnie z chęci błyszczenia na scenie...
Jeszcze raz, na chwilę, może dłuższą, wrócił do Dzierżoniowa. Po głowie snuły mu się plany premier w dużej sali kino­teatru. Ale trudno było pogodzić dyrektorowanie w domu kultury z pracą reżyserską. Coraz wyraźniej jednak zmierzał do teatru będącego instrumentem wychowywania młodzieży.

Klasy teatralne
Wspólnie z polonistą w XIV LO we Wrocławiu - Krzysztofem Stróżańskim - stworzył na początku lat dziewięćdziesiątych pierwsze "klasy teatralne". Obok matematyki, fizyki i chemii - lekcje historii sztuki, filozofii, historii teatru, praktyczne warsztaty teatralne. Nie należy przypadkiem mylić tego progra­mu z przygotowaniem do egzaminów na studia teatralne. Tylko nieliczne osoby z kilku teatralnych klas doprowadzonych do matury związały się zawodowo z teatrem.
- Najfajniejsze są spotkania z byłymi uczniami po latach. Niekończące się wspomnienia, dyskusje. Co im dał teatr? ...pewne kompetencje przydatne w późniejszym życiu, bez względu na zawód, jaki wybrali: pozbycie się nieśmiałości, brak zahamowań przed próbą skontaktowania się z drugim człowiekiem - i to jest namacalne, co daje teatr. Spektakle w tych klasach powstawały jako zwieńczenie wiedzy: najpierw coś czytali, poznawali coś choćby z historii filozofii, formułował się temat, problem, który dopiero wówczas stawał się tytułem sztuki... co im dat teatr`? Choćby właśnie to holistyczne ujmowanie rzeczywistości i wiedzy...

Idea klas teatralnych w państwowych szkołach średnich upadła. Tylko nieliczne społeczne licea prowadzą nadal ten program.

Instrumentalny Teatr Wspólnoty

Gdy zlikwidowano klasy teatralne, Grzegorz Stawiak został "bezrobotnym". Co prawda, wreszcie napisał pracę magister­ską zatytułowaną: "Teatr jako narzędzie edukacji".
- Zadawałem sobie pytanie: sprzedawać piwo w schronisku w-górach Sowich, czy założyć własny teatr?
W 1995 roku Grzegorz Stawiak zarejestrował działalność gospodarczą pod hasłem: Instrumentalny Teatr Wspólnoty. Od tamtej chwili realizuje autorskie projekty, warsztaty teatralne w rozmaitych miejscowościach, głównie na Dolnym Śląsku. Czwarty rok pracy w bolesławieckiej Pracowni Teatralnej Etiuda to właśnie efekt takich warsztatów.
- Szybko zżywam się z ludźmi. Trudno było rozstać się po trzech warsztatowych dniach z młodzieżą, dyrektor MDK - Ewa zbroja - zaproponowała stałą współpracę, więc od czterech lat dojeżdżam do Bolesławca.
Dojeżdża nie tylko do Bolesławca, gdzie prowadzi dwie grupy. Do Wałbrzycha też. Właśnie młodzież pokazała tam premierę zrealizowaną na podstawie średniowiecznego dzieła zaadaptowanego na dziesięć dziewcząt: "Powieść o róży". Dojeżdża z Wrocławia również do Dzierżoniowa. To ważne dla niego miejsce. Miesiąc temu w dużej sali kinoteatru odbyła się tam premiera, na którą czekał dwadzieścia lat. Marzenie się spełniło. To właśnie po Dzierżoniowie, jako licealista, chodził nocami i marzył o pełnej widowni w miejscowej sali. Było teraz wszystko: komplet widzów na sali, brawa na stojąco. Ważne wydarzenie dla niego, ale i ważne dla młodzieży z Dzierżoniowa, która nadal teatr zna z okazjonalnych gościnnych spektakli...

Zdarzyło się w Bolesławcu
Rok teatralnej inicjacji. Od pracy nad emisją głosu po etiudy teatralne. Dopiero po takim wstępie, kto wytrwa, w następnym roku pracuje nad konkretnym spektaklem.
- Jeśli mam jakąś koncepcję, to tylko na warsztaty. Dalsza praca z młodzieżą rodzi się dopiero w grupie: z tego, kim są, co myślą...
Choćby ostatnia premiera w Bolesławcu. Podsłuchał podczas przerwy w zajęciach na scenie, jak Baśka opowiada Monice historię prawdziwą, która zdarzyła się jej kuzynce. Dziewczyna została na spacerze pobita przez rówieśniczki. Znalazła się w szpitalu... Miała tyle lat, co one. Długo o tym rozmawiali. Na kartkach papieru dziewczyny robiły notatki: co to jest głupota, co to znaczy być sobą... Grzegorz Stawiak pozbierał te wszystkie zapiski, napisał scenariusz i tak powstał spektakl „Dziewczyny z VIII be".

Teatralne parabole
- Nawet gdy trzy godziny ćwiczymy na scenie jeden gest, mówię, że spektakl jest produktem ubocznym. Najważniejsze, żeby praca nad przygotowaniem przedstawienia doskonaliła , i to niekoniecznie w zakresie warsztatu teatralnego a kondycji człowieka...
Forma spektakli, które reżyseruje Grzegorz Stawiak, rodzi się jako naczynie na treść, najbardziej adekwatne do treści. Nie zaj­muje się teatrem klasycznym, ale i nie odżegnuje się od niego.
- Jeśli ze względów ludzkich, dla uczestników będzie waż­ne, aby zrobić teatr dramatyczny, powstanie taki spektakl.
I choć każdy spektakl jest inny, mają one pewien rozpoznawalny styl.
- Nie próbowałem określać stylu, nie wymyślałem go. Ale każdy człowiek jest niczym pryzmat, przez który przenika rzeczywistość... W teatrze lubię prostotę, skrót myślowy. Na scenie trzeba używać tylko tego, co niezbędne (pojawia się tu Grotowski)... Spektakle, które powstają w wyniku mojej pracy z młodzieżą, są teatralnymi przypowieściami. W każdym przejawie życia chcę znaleźć uniwersum, czynnik sprawczego porządku, niekoniecznie boskiego, może kosmicznego... Ale i tak najważniejsze jest to, co teatr wniesie w życie Moniki, Baśki, Anki, Marty, już nie dziewczyn z VIII be, a licealistek... choć tego może nie umieją wyrazić dziś za 5, 10 lat, będą wiedziały...


Tekst i zdjęcie:

Małgorzata Potoczak-Pełczyńska

Nowiny Jeleniogórskie nr 24 [2191], 13 czerwca 2000 r.
 
     

 

Zamknij